Zaliczka czy zadatek?

Kinga była zmęczona. Od kilku godzin siedziała w niewielkim pomieszczeniu, zamykanym grubymi drzwiami, z niewielkim oknem w ścianie, z którego widok na inne, większe pomieszczenie ze stołem i aparatem rentgenowskim – odbierał Kindze siły. Od rana opisywała złamania, pęknięcia, zwichnięcia, naderwania. Jakby nic innego nie istniało poza ekranem monitora i plikami pełnymi zdjęć.  Miała dość i wiedziała, że musi odpocząć. Wygasiła monitor i włączyła swój tablet. Pomyślała sobie, że nie stanie się nic złego, jeśli na najbliższe pół godziny zrobi sobie przerwę od pracy

Przeszukiwanie portali w nadziei na znalezienie właściwego mieszkania było zajęciem żmudnym, nudnym, ale koniecznym. Szukała mieszkania dla siebie. Z nieokreślonych przyczyn nie chciała zlecić tej czynności pośrednikowi. Od kilku tygodni poświęcała dwie godziny dziennie na czytanie ogłoszeń. Nie była pewna, czego szuka. Niby określiła parametry, ustaliła cenę, jaką mogła za mieszkanie zapłacić, ale nie wiedziała, czy ma to być pokój z kuchnią, dwa pokoje, osobna kuchnia czy w aneksie, wiedziała natomiast, że zamieszkać chce wyłącznie na Grochowie. Stąd miała dobry dojazd do pracy, tu się urodziła i tu jadała placki z jabłkami, smażone przez ukochaną babcię.

Napłynęły wspomnienia…

Ciasna kuchnia, mały stolik, trzy krzesła, zapach jabłek, kubek z herbatą i to czekanie. Po szkole szła zawsze do babci. Rodzice pracowali, nie chcieli, by siedziała sama w domu, a babcia cieszyła się codziennie na jej widok tak, jakby nie widziała jej co najmniej rok. Chwilę później stawiała przed nią kubek z herbatą, dolewała soku z malin, jeśli to była zimowa pora i zadawała pytania:

– co tam w szkole? Jak ci poszło? Wszystko zrozumiałaś? – Babcia była kiedyś nauczycielką, uwielbiała swój zawód, chętnie wiec, pomagała Kindze w odrabianiu lekcji. Ale najpierw stawiała przed Kingą talerz z plackami, naleśnikami albo z kanapkami. Siadała obok, opowiadała Kindze co robiła przez cały dzień, czekała aż Kinga zje. Potem Zabierała puste naczynia, przecierała ścierką stół i Kinga wiedziała, że przyszedł czas na zeszyty…a dom pachniał, domem, jabłkami, babcią, ciepłem, nie takim z kaloryfera, ale takim płynącym z uczuć…

Portal ogłoszeniowy otworzył się łatwo. Wpisała swoje wymagania. Wyskoczyło kilkadziesiąt ogłoszeń, zaczęła je przeglądać. Oferta za ofertą i w każdej znajdowała jakieś wady – a to okna nie na tę stronę, korytarz za wąski, nie ten metraż, nie ten rozkład. Otworzyła kolejną ofertę i jedno ze zdjęć przykuło jej uwagę. Ależ ona zna to mieszkanie! Oczywiście, że je zna! To w tej kuchni jadła placki! To tu właśnie opowiadała babci, jak to się stało, że dostała dwóję, dlaczego koleżanka się na nią obraziła. Babcia rozumiała wszystko i zawsze miała dla niej czas.

Kiedy Kinga miała 12 lat – babcia zmarła. Pierwsza przyszła wściekłość, na to, że już się nie zobaczą, że już nie będzie mogła się przytulić do ukochanej osoby, ani z nią porozmawiać. Była tak wściekła, że nie chciała słyszeć o niczym, co wiązało się z babcią. Nie zaglądała w okolice tamtego domu, nie chciała pamiętać. Potem przyszedł żal, aż w końcu ból zelżał.

Mieszkanie babci zostało sprzedane, nie wiedziała, w czyje ręce trafiło. Aż do dziś…pod ogłoszeniem podpisał się Andrzej. Nie przeszkadzało jej, że na zdjęciach wyglądało na zaniedbane, odnowi je przecież. Byle oferta była jeszcze aktualna, byleby była! Drżącymi dłońmi sięgnęła po telefon. Wystukała numer.

–Dzień dobry, ja w sprawie ogłoszenia sprzedaży mieszkania, czy to jest jeszcze aktualne? – gardło miała ściśnięte, głos schrypnięty, – dziwne, pomyślała, przecież jestem zdrowa.

– Aktualne, a co, chce pani kupić? To zapraszam szybko, bo kolejka się ustawia – usłyszała w słuchawce.

–Pracuję do 16, mogę być pół godziny później, pasuje panu? – tłukła się w niej nadzieja, że będzie mu pasowało.

– Pasuje, akurat o tej porze nie mam nikogo umówionego, ale niech się pani spieszy, bo ja to szybko chcę sprzedać. Jakaś zaliczka i jedziemy z tym koksem.

– To ile pan się spodziewa na początek? – miała nadzieję, że ma tyle na koncie, a jeśli nie, to poprosi ojca, żeby jej szybko dowiózł.

– No z dziesięć tysięcy trzeba, jak się dogadamy, to tyle wystarczy – mężczyzna w słuchawce chrząknął.

– Pani weźmie długopis, adres podam.

– Nie trzeba, znam adres – zacisnęła kciuki, miała nadzieję, że na szczęście.

– hmm, no to czekam – i wyłączył się.

Do końca pracy zostało jej niewiele ponad dwie godziny. Miała wrażenie, że to wieki całe. Zadzwoniła do rodziców, opowiedziała im, co zamierza zrobić. Rodzicie znali jej plany, wiedzieli, że się przygotowywała do zakupu mieszkania, ale ojciec wciąż przypominał:

– Umowę spisz, skoro dajesz pieniądze. Niech coś będzie na papierze. Ty wiesz, pieniądze po babci są, jak trzeba będzie, wypłacimy, ale bądź ostrożna! – obiecała, że będzie rozsądna i pojechała.

Po drodze wypłaciła pieniądze. O 16,30 stanęła pod blokiem. I wszystko znów było jak dawniej, szczęknął domofon, szczęknęły drzwi. Znalazła się na pustej klatce schodowej. Miała wrażenie, że za chwilę otworzą się drzwi i stanie w nich uśmiechnięta, ukochana babcia, a ona przytuli się do niej i będzie jak dawniej… W drzwiach stanął mężczyzna.

– Z panią byłem umówiony? To zapraszam – weszła. Odcięła wspomnienia, chciała być rzeczowa i szybko załatwić sprawę.

– Za ile chce pan to sprzedać? – zapytała.

– 250 tysięcy i mieszkanie jest pani, nie chce pani zobaczyć? – nie chciała.

–zapłacę 250 i mam pieniądze na zaliczkę, ale spiszemy umowę, za kilka dni dostanie pan resztę. To spora kwota, nie da się wypłacić od razu.

– Spieszy się pani, powinienem więcej powiedzieć, ale niech już będzie. Mnie tez się spieszy, żenię się i wyjeżdżam.

Mężczyzna pokazał jej akt nabycia. Kupił to mieszkanie od jej rodziców. Kinga wyciągnęła zawczasu wydrukowaną umowę (dużo ich było w Internecie, ta wydała jej się dobra) i przystąpili do pisania. Dane w dowodzie zgadzały się aktem. Umowę podpisali. Mężczyzna przeliczył pieniądze, podali sobie dłonie, uzgadniając, że ona zadzwoni, jak już ustali z notariuszem, termin aktu. Wyszła stamtąd szczęśliwa. Wiedziała, że kiedy już zamieszka w tym mieszkaniu i wszystko będzie się jej układało tak, jak powinno.

Minęło klika dni. Ustaliła z notariuszem termin umowy. Zadzwoniła do człowieka:

– Jestem gotowa, akt może się odbyć…wszedł jej w słowo,

– zaraz, zaraz, nie zostawiła mi pani numeru, zadzwonić nie mogłem. Spotkać się musimy.

– Stało się coś? – była zaniepokojona. Przyszło jej do głowy, ze może pożar, albo facet nogę złamał i trzeba go będzie do notariusza dowieźć.

– Nie, nic się nie stało, pani przyjedzie – rozłączył się.

Miała wolne, pojechała natychmiast. Otworzył jej drzwi, weszła do środka, na stole leżał stosik pieniędzy.

– Pani to zabiera. Mieszkanie już sprzedałem komuś innemu. Jutro wyjeżdżam.

–Jak to pan sprzedał? Mnie pan miał sprzedać! Umowę mamy, pieniądze pan wziął, zadatek pan wziął.– Trzęsła się ze zdenerwowania i prawie się rozpłakała.

– Nie zadatek, nie zadatek, tylko zaliczkę i oddaję pani te pieniądze, niech pani przeliczy. Ktoś inny dał więcej, także umowa nieważna.

Zamurowało ją, bała się, że zaraz zemdleje. No jak to? Przecież dała mu zaliczkę, jak on mógł się wycofać? Mężczyzna otworzył drzwi i czekał w progu aż Kinga go minie.

Wyszła, nie oglądając się za siebie. Miała w torbie pieniądze, które miały zwrócić jej wspomnienia.

Wieczorem zadzwoniła do znajomej, która była pośredniczką i znała się na przepisach. Opowiedziała jej całą historię i na koniec poprosiła:

– Wyjaśnij mi, co mi się przydarzyło? Czy mogę coś jeszcze zrobić?

cdn.

 

 

blanka@bdobrowolska.pl

2 Komentarze

  • Odpowiadając na pytanie (z końca tekstu) – Tak(!), może zrobić, a nawet powinna skonsultować swoje postępowanie z fachowcem (pośrednikiem, adwokatem czy prawnikiem) przed zrobieniem jakiegokolwiek kroku, a nie po !

    • Dziękuję za komentarz 🙂 Opisany przypadek pokazuje, do czego może dojść. Będzie ciąg dalszy, wyjaśniający.

Dodaj komentarz